|
Państwo solidarne z fiskusem
| |
1. Podatek CIT
W latach trzydziestych ubiegłego wieku modne było w Warszawie
opowiadanie absurdalnych żarcików. Jeden z nich zatytułowany Sztuczka
matematyczna 2+2=5 opowiadał Antoni Słonimski. Sztuczkę tę - mówił
Słonimski - pokazujemy wraz z pomocnikiem. Najpierw na oczach
publiczności dodajemy 2 do 2, co daje oczekiwany rezultat 4. Następnie
nasz pomocnik zręcznie zajmuje czymś uwagę publiczności, a my w tym
czasie niepostrzeżenie dorzucamy do otrzymanej sumy jedynkę. Tym to
sposobem już po chwili oczom zgromadzonych widzów ukazuje się zgoła
niespodziewany wynik.
Pan Antoni nie przewidywał zapewne, że jego sztuczka znajdzie jakże
praktyczne zastosowanie w Ministerstwie Finansów III RP. Otóż od
kilkunastu już lat jesteśmy świadkami stopniowego obniżania stopy podatku
CIT, co niezmiennie odbywa się przy dźwięku fanfar i w świetle kamer
telewizyjnych. W roku 1992 mieliśmy stopę 40%, w roku 1997 już 38%, w
roku 2000 . 30%, a dziś mamy 19%. Panie posłanki i panowie posłowie
ochoczo naciskają guzik i podnoszą ręce, a polska gospodarka staje się coraz
bardziej konkurencyjna i zachęcająca dla zagranicznych inwestorów o czym
kolejni prezydenci RP donoszą w swoich dyplomatycznych podróżach.
Jednakże, w jakiś czas po ogłoszeniu kolejnego obniżenia stopy podatku
CIT, już bez fanfar i kamer przeprowadza się prosty a jakże skuteczny
zabieg zwiększenia listy tzw. kosztów nie będących kosztami uzyskania
przychodu. Tu osobom mniej biegłym w ustawie o podatku CIT należy
wyjaśnić, że wbrew swojej nazwie corporate income tax, co przekłada się
na podatek od zysku brutto, podstawą do naliczenia podatku CIT nie jest
zysk brutto, ale tenże zysk powiększony o owe koszty nie będące kosztami
uzyskania przychodu. W ślad za zmniejszaniem stopy podatku CIT
podążało więc wydłużanie listy kosztów niepodatkowych
rekompensujących tę "stratę". Niższą stopę stosowano do wyższej
podstawy. Zresztą tę listę wydłuża się i modyfikuje również w okresach,
kiedy stopa CIT nie maleje. Tak się też stało w okresie ostatnich dwunastu
miesięcy, gdy z 62 pozycji urosła ona do ponad 70.
W związku z takim stanem rzeczy udział podatku CIT w zysku brutto firmy
A.Blikle Sp. z o.o. w latach 1997 do 2006 waha3 się w granicach od 24% do
58%. Przy tak definiowanym podatku CIT firma może mieć stratę, a mimo to
zapłaci podatek. Warto też zwrócić uwagę na kuriozalność wielu kosztów
nie będących kosztami podatkowymi. Oto kilka przykładów.
Pierwszy z nich (od roku 2003) to obowiązkowa składka na PFRON
(Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych). W naszej
firmie jej roczna wysokość w roku 2006 wyniosła 144 tys. zł. Od tej kwoty - będącej w rzeczy samej podatkiem! - należy zapłacić podatek CIT.
Drugi przypadek (wprowadzono również w roku 2003), to koszty
zaniechanych inwestycji. W naszym przypadku oznaczało to zwrot podatku
po wycofaniu się z adaptacji budynku wynajętego na naszą nową pracownię
produkcyjną, wycofaniu się ponieważ już po podpisaniu umowy
dysponentem budynku okazał się być syndyk, a nie firma z którą
podpisaliśmy umowę. W takim przypadku pojawia się też obowiązek
zwrotu odliczenia VAT, bowiem takie odliczenie nie należy się od kosztów
nie będących kosztami uzyskania przychodu. Jest to wyjątkowo perfidny
przepis, bowiem ryzyko gospodarcze jest inherentnym atrybutem każdej
gospodarczej działalności. Solidarne państwo chce jednak ciągnąć zysk nie
tylko z zysku przedsiębiorstwa, ale też z jego ewidentnej i niezawinionej
straty.
Trzeci, to koszty związane z nieodpłatnym przekazywaniem instytucjom
charytatywnym Żywności nadającej się do konsumpcji, ale nie nadającej się
do sprzedaży, np. ze względu na bliski termin graniczny rekomendacji do
spożycia (w roku 2004 ograniczono listę instytucji na rzecz których
darowizny podlegają odliczeniu). Tych darowizn mamy prawo przekazać do
10% naszych dochodów, od pozostałej wartości płacimy podatek. Gdybyśmy tę żywność wyrzucili do śmietnika podatku nie musielibyśmy płacić.
Czwarty przypadek (rok 2005) brzmi całkiem niewinnie, a jednak
jednorazowo pozbawił polskie przedsiębiorstwa lekko licząc około miliarda
złotych1. Zabieg polegał na tym, że kilka lat temu do listy kosztów
niepodatkowych dodano koszt niezapłaconych składek ZUS. Na pozór taki
zapis jest całkiem logiczny, skoro składka nie została zapłacona, to jak
może być kosztem podatkowym? I byłby całkiem logiczny gdyby napisano
"niezapłaconych w terminie składek ZUS". Rzecz w tym, że zgodnie z tzw.
zasadą memoriałową przed wprowadzeniem nowelizacji składka od
wynagrodzeń za grudzień stawała się kosztem podatkowym w grudniu, choć
płacona była w styczniu. Teraz w grudniu nie jest kosztem podatkowym, w
związku z tym od jej wysokości trzeba zapłacić podatek. Składka stanie się
kosztem podatkowym w styczniu, więc od niej nie zapłacimy podatku,
zapłacimy jednak podatek od składki za luty itd. Państwo jednorazowo
pożyczyło od wszystkich firm podatek od miesięcznej składki ZUS, który co
prawda w następnym miesiącu oddaje, ale niezwłocznie pobiera nowy. Jest
to więc dla państwa nieoprocentowany kredyt rolowany z miesiąca na
miesiąc. Zostanie zwrócony - oczywiście bez odsetek - gdy firma
zakończy działalność.
Inny negatywny aspekt manipulacji z podatkiem CIT, to stałe zaskakiwanie
podatnika nowymi przepisami w tej sprawie. Dla przykładu w roku 2007
wprowadzono zasadę skazującą nas na amortyzację zakupionego i
wyremontowanego w zeszłym roku budynku nowej pracowni przez 40 lat,
chyba, że potrafimy przedstawić dokument wskazujący datę, kiedy budynek
został oddany do użytku przez jego pierwszego właściciela w latach 1970-
tych, czyli w głębokim okresie PRL, gdy w firmach państwowych mało kto
dbał o takie formalności. Gdy układaliśmy model przepływów
gotówkowych dla naszego przedsięwzięcia, okres amortyzacyjny wynosił
10 lat, i pod taki model braliśmy w banku kredyt, który teraz trzeba spłacać.
W bieżącym roku otrzymaliśmy od fiskusa jeszcze jeden "prezent". Od
nowego roku kosztem podatkowym nie są koszty reprezentacji. Zapis
wydawałoby się prosty, okazuje się kolejnym przepisem, który zwiększa
niepewność prowadzenia działalności. Dla fiskusa reprezentacją może być
wszystko, również ubranie ekspedientki. Według interpretacji urzędu
reprezentacją jest też trawa i kwiatki sadzone wokół siedziby firmy. Więc
ma być brzydko i szaro? Do tego dochodzi wspomniany już przepis z
ustawy o VAT, że jeżeli wydatki nie są zaliczone do kosztów uzyskania
przychodów, to podatnik traci prawo do odliczenia podatku VAT. W
przypadku zakwestionowania jakiegoś kosztu przez urząd, podatnik jest
karany podwójnie, za CIT i za VAT. Pamiętajmy też, że podatnik nie
zawsze wie w momencie zakupu, czy dany towar zostanie przeznaczony na
potrzeby reprezentacji. Najpierw odlicza VAT, potem musi sporządzać przy
każdej okazji korektę deklaracji. Najprostszy przykład, to kawa i pączek dla
kontrahenta, co do których nie ma jasności, czy jest to koszt uzyskania
przychodów. Należy więc nie tylko zapłacić od nich CIT, ale też zwrócić
uprzednio uwzględnione odliczenie VAT. A gdybyśmy kontrahentowi po
tym spotkaniu wręczyli upominek, np. w postaci naszych wyrobów o
wartości przekraczającej 100 zł, to mamy dodatkowy obowiązek
wystawienia mu deklaracji PIT-8c z tytułu uzyskanego przez niego w ten
sposób przychodu. To samo dotyczy klienta, któremu taki upominek
wręczamy w ramach obsługi reklamacji.
Dodatkowym negatywnym dla firm aspektem manipulacji z kosztami
niepodatkowymi jest fakt, że nadal są one kosztami księgowymi. Obniżają
więc zysk brutto, co ma niebagatelne znaczenie dla wizerunku firmy,
choćby w rozmowie z bankiem o kredycie. Warto też wspomnieć, że żadne
z wymienionych tu przypadków kosztów niepodatkowych nie znajdowały
się w ustawie z roku 1989.
Jest jeszcze jeden aspekt związany z podatkiem CIT, na który chciałbym
zwrócić uwagę - aspekt społeczny. Otóż utarło się w mediach przekonanie
i powiedzenie, że podatek CIT płacą przedsiębiorcy. W społecznej
świadomości przedsiębiorca to człowiek, który ma dużo (lub za dużo)
pieniędzy, odebranie mu więc jakiejś ich części jest szlachetnym czynem
godnym Janosika. Państwo solidarne odbierze bogatym, a da biednym.
Zwracam się więc z apelem do wszystkich piszących o gospodarce, aby
pamiętali, że podatku CIT nie płacą przedsiębiorcy, ale przedsiębiorstwa. To
bardzo ważna różnica, przedsiębiorstwo jest bowiem organizmem
społecznym, który daje pracę nie tylko wszystkim swoim pracownikom, ale
też pracownikom swoich kooperantów i kooperantów tych kooperantów.
Osłabiając przedsiębiorstwa wysokimi podatkami osłabiamy ich zdolność
do rozwoju, do tworzenia nowych miejsc pracy i do podnoszenia
wynagrodzeń.
2. Podatek PIT
O ile solidarne państwo może od biedy udawać, że ma moralny tytuł by
odbierać bogatym, to znacznie trudniej o taki tytuł, gdy chodzi o ludzi mniej
zamożnych.
W tym roku uruchomiłem we wsi Bielawa pod Warszawą nową pracownię
cukierniczą. Moi pracownicy rozpoczynają tam pracę o godz. 7:00 rano, a że
niektórzy dojeżdżają do Warszawy pociągami, np. z Żyrardowa, na podróż
w jedną stronę tracą więc nierzadko od 2 do 3 godzin. Aby skrócić ich
podróż firma wynajęła mikrobus, który wozi pracowników ze stacji metra
Wilanów do naszej pracowni i z powrotem. Niestety, koszt tego mikrobusu
mamy obowiązek potraktować jako przychód pracownika i opodatkować go
podatkiem PIT. W rezultacie, pracownik korzystający z mikrobusu
otrzymuje z tego tytułu o kilkadziesiąt złotych mniej "na rękę", niż do tej
pory. I na tym nie koniec. Pracownikowi dolicza się przychód jedynie
wtedy, gdy jechał mikrobusem i dolicza się go każdorazowo w wysokości
ilorazu kosztu kursu przez liczbę jadących danym kursem osób. Jeżeli więc
jedzie mniej osób, to za dany kurs płacą one więcej podatku. W tej sytuacji
firma nie jest nawet w stanie poinformować swoich pracowników, ile każdy
z nich zapłaci miesięcznie podatku za mikrobus.
To zresztą tylko jeden przypadek z większej grupy beneficjów jakie firma
chciałby ofiarować swoim pracownikom. Kolejne to wydawanie posiłków,
czy też udzielanie pracownikom rabatów przy zakupie naszych produktów.
Każdy taki gest ze strony firmy jest zazdrośnie śledzony przez fiskusa, który
chce mieć z tego również coś dla siebie.
Zadaję sobie pytanie, o czym myślały panie posłanki i panowie posłowie
naciskając guzik i podnosząc rękę?
3. Konsekwencje dla gospodarki
Szacuje się, że od wejścia Polski do Unii Europejskiej około 2 mln Polaków
wyjechały szukać pracy za granicą. Wyjechali, bo polskie firmy
przytłoczone ciężarami podatkowymi i wieloma innymi barierami rozwoju,
nie mogły im zaoferować konkurencyjnych warunków pracy. Mimo to
bezrobocie nadal utrzymuje się na poziomie 1,8 mln. Dzieje się tak, bo
wyjechali nie bezrobotni, ale ludzie opuszczający swoje miejsca pracy.
Niestety na te miejsca brak odpowiednio przygotowanych kandydatów. To
oczywiście powoduje, że płace rosną, mimo że nie rośnie wydajność firm.
Co gorsza, ta wydajność spada, bo dziś często musimy płacić więcej za
gorszą pracę. Mówił mi znajomy przedsiębiorca, że nigdy nie wie, ilu z jego
pięciu pracowników stawi się do pracy. Toleruje jednak takie postępowanie,
bo nie znajdzie nikogo na ich miejsce. Jak doniosła "Gazeta Wyborcza" z
11.10.07 powołując się na PKPP Lewiatan, w ostatnim okresie ponad 11%
firm z sektora MSP bezskutecznie poszukuje pracowników. Pracowników
poszukuje równie bezskutecznie firma A.Blikle. Zatrudnimy od zaraz
cukierników, sprzedawców, kelnerów i kucharzy. Nasi pracownicy odeszli
do firm, które "na rękę" płacą więcej niż my. Cóż z tego, że ubezpieczają na
połowę tej kwoty. A państwo nie chroni uczciwego przedsiębiorcy przed
nieuczciwą konkurencją, która nie płacąc podatków nie tylko odbiera nam
niższymi cenami klientów, ale też i wyższymi wynagrodzeniami
pracowników.
Andrzej Blikle
(16 czerwca 2008)
(Dziękujemy Centrum im. Adama Smitha za udostępnienie powyższego artykułu)
Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)
Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW
|