Ludzkie działanie: Wpływ inflacji i ekspansji kredytowej na rynkową stopę procentową brutto (cz. 1)
Traktat o ekonomii (fragmenty): Rozdział XX
Niezależnie od tego, jak inflacja lub deflacja ostatecznie wpływa na wysokość
stopy procentu pierwotnego, nie istnieje związek między tymi zjawiskami
a przejściowymi zmianami rynkowej stopy procentowej wywołanymi przez
zmiany relacji pieniężnej spowodowane czynnikami pieniężnymi. Jeżeli dopływ
pieniądza i jego substytutów do systemu rynkowego lub jego odpływ powoduje
najpierw zmiany na rynku kredytów, to związek między rynkowymi stopami
procentowymi a stopą procentu pierwotnego zostaje przejściowo zakłócony.
Stopa rynkowa wzrasta lub maleje wskutek zmniejszenia lub zwiększenia ilości
pieniądza oferowanego w postaci kredytu, co nie ma związku ze zmianami pierwotnej
stopy procentowej, które z czasem mogą się pojawić jako wynik zmian
relacji pieniężnej. Stopa rynkowa zaczyna odchylać się od wysokości określonej
przez pierwotną stopę procentową i pojawiają się siły, które wymuszają nowe
dostosowanie do stopy pierwotnej. Może się zdarzyć, że w trakcie tego dostosowania
zmienia się wysokość procentu pierwotnego, a niekiedy zmiana ta wynika
również z procesów infl acyjnych lub deflacyjnych wywołanych przez to odchylenie.
Końcowa stopa procentu pierwotnego określająca końcową stopę rynkową,
do której zmierza dostosowanie, nie jest równa stopie, która obowiązywała przed
pojawieniem się zakłóceń. Może to mieć pewien wpływ na proces dostosowania,
ale nie zmienia jego istoty.
Zjawisko, które tu badamy, polega na tym, że stopę procentu pierwotnego
określa dyskonto dóbr przyszłych względem dóbr teraźniejszych. W zasadzie
jest ono niezależne od podaży pieniądza i i jego substytutów, choć zmiany podaży
pieniądza i jego substytutów mogą pośrednio wpływać na jego wysokość.
Tymczasem rynkowa stopa procentowa brutto może zmieniać się pod wpływem
zmian relacji pieniężnej. Konieczne jest więc dostosowanie. Jaka jest natura procesu,
który zapoczątkowuje dostosowanie?
W tym podrozdziale zajmujemy się wyłącznie inflacją i ekspansją kredytową.
Dla uproszczenia zakładamy, że cała dodatkowa ilość pieniądza i jego substytutów
trafia na rynek kredytów, a w innych sektorach rynku pojawia się jedynie
za ich pośrednictwem. Takiemu warunkowi odpowiada ściśle ekspansja kredytu
fiducjarnego. Przedmiotem naszej analizy jest zatem proces wywołany przez ekspansję
kredytową.
Najpierw musimy ponownie odwołać się do ażio cenowego. Wspomnieliśmy
już, że na samym początku ekspansji kredytowej nie pojawia się dodatnie ażio cenowe.
Nie może ono powstać aż do momentu, kiedy dodatkowa podaż pieniądza
(w szerszym sensie) zacznie oddziaływać na ceny towarów i usług. Dopóki jednak
trwa ekspansja kredytowa, a na rynku kredytów pojawiają się kolejne kwoty
fiducjarnych środków pieniężnych, rynkowa stopa procentowa brutto podlega
ciągłej presji. Stopa ta musiałaby wzrosnąć z powodu dodatniego ażio cenowego,
które musiałoby stale rosnąć wraz z rozwojem ekspansji kredytowej. Tymczasem
w trakcie ekspansji kredytowej rynkowa stopa procentowa brutto jest mniejsza
od sumy procentu pierwotnego i dodatniego ażio cenowego.
Fakt ten wymaga szczególnego podkreślenia, ponieważ podważa powszechnie
przyjęte metody, które mają służyć rozróżnieniu niskich i wysokich stóp procentowych.
Zwykle uwzględnia się jedynie wartość arytmetyczną stóp procentowych
lub wykazywaną przez nie tendencję. Opinia publiczna uważa za "normalną"
stopę, która mieści się w granicach 3-5 procent. Gdy stopa rynkowa
wzrasta powyżej tego poziomu lub gdy stopy rynkowe - niezależnie od ich war-
tości arytmetycznej - rosną powyżej dotychczasowego poziomu, ludzie uważają,
że można mówić o wysokich lub rosnących stopach procentowych. Jest to
przekonanie błędne, ponieważ w warunkach ogólnego wzrostu cen (spadku siły
nabywczej jednostki pieniężnej) rynkową stopę procentową brutto można uznać
za niezmienną (w porównaniu ze stopą, która obowiązywała w okresie względnie
stałej siły nabywczej) jedynie wtedy, gdy zawiera względnie adekwatne dodatnie
ażio cenowe. W tym znaczeniu stopa dyskontowa niemieckiego Reichsbanku,
która wynosiła 90 procent w 1923 roku, była niska, a nawet śmiesznie niska,
ponieważ nie dorównywała ażio cenowemu i nie uwzględniała innych składników
rynkowej stopy procentowej brutto. Identyczne zjawiska występują zawsze
w sytuacji długotrwałej ekspansji kredytowej. Rynkowe stopy procentowe brutto
wzrastają w miarę rozwoju ekspansji, a mimo to pozostają niskie, ponieważ nie
odpowiadają wysokości wynikającej z oczekiwanego wzrostu cen.
Na potrzeby analizy procesu ekspansji kredytowej załóżmy, że proces dostosowania
systemu gospodarczego do danych rynkowych oraz dążenie do ustanowienia
końcowych cen i stóp procentowych zostają zakłócone przez pojawienie
się nowego czynnika, a mianowicie dodatkowej kwoty fiducjarnych środków
płatniczych na rynku kredytów. Zanim nastąpiło to zakłócenie, rynkowa stopa
procentowa brutto umożliwiała pożyczenie dowolnej kwoty każdemu, kto chciał
zaciągnąć tak oprocentowaną pożyczkę, z uwzględnieniem w każdym wypadku
poprawki wynikającej ze składnika związanego z przedsiębiorczością. Dodatkowe
kredyty muszą mieć niższą rynkową stopę procentową brutto. Redukcja ta
nie musi się wyrażać arytmetycznym obniżeniem oprocentowania umów kredytowych.
Może się zdarzyć, że nominalne stopy procentowe nie zmienią się,
a ekspansja będzie polegała na tym, iż dojdzie do udzielania pożyczek, których
oprocentowanie będzie zawierało tak duży składnik związany z przedsiębiorczością,
jakiego nie zaakceptowano by wcześniej. Taka sytuacja również powoduje
obniżenie rynkowych stóp brutto i wywołuje takie same skutki.
Spadek rynkowej stopy procentowej brutto wpływa na kalkulację przedsiębiorcy
dotyczącą prawdopodobnego zysku z planowanych przedsięwzięć. Stopy procentowe,
oprócz cen materialnych czynników produkcji, płac i przewidywanych cen
produktów, są jednym z elementów uwzględnianych w kalkulacji. W wyniku kalkulacji
przedsiębiorca dowiaduje się, czy określone przedsięwzięcie będzie zyskowne.
Kalkulacja pokazuje mu, jakie inwestycje można przeprowadzić, jeśli stosunek
oceny wartości dóbr przyszłych względem oceny wartości dóbr teraźniejszych, dokonywanej
przez ogół, ma daną wielkość. Dzięki niej podejmuje działania zgodne
z tą oceną. Nie interesuje się przedsięwzięciami, które konsumenci oceniliby negatywnie
ze względu na zbyt długi czas ich realizacji. Kalkulacja zmusza przedsiębiorcę
do zatrudnienia dostępnego zapasu dóbr kapitałowych w taki sposób, który
pozwoli najlepiej zaspokoić najpilniejsze potrzeby konsumentów.
Jednak w powstałej sytuacji spadek stóp procentowych zafałszowuje kalkulację
przedsiębiorcy. Chociaż ilość dostępnych dóbr kapitałowych nie wzrosła,
kalkulacja uwzględnia dane liczbowe, które byłyby uzasadnione jedynie pod
warunkiem, że ów wzrost by nastąpił. Wyniki takiej kalkulacji są mylące. Sprawiają
wrażenie, że określone przedsięwzięcia będą zyskowne i dadzą się zrealizować,
podczas gdy prawdziwa kalkulacja, oparta na stopie procentowej, której
nie zniekształciła ekspansja kredytowa, pokazałaby niemożność ich realizacji.
Przedsiębiorcy rozpoczynają realizację takich przedsięwzięć. Pobudzona zostaje
aktywność gospodarcza. Zaczyna się boom.
Dodatkowy popyt zgłaszany przez przedsiębiorców, którzy rozszerzają działalność,
powoduje wzrost cen dóbr kapitałowych i płac. Wraz z płacami rosną
ceny dóbr konsumpcyjnych. Ponadto do wzrostu cen dóbr konsumpcyjnych
przyczyniają się też sami przedsiębiorcy, ponieważ również oni ulegają złudzeniu
pozornych zysków, jakie wykazują ich księgi handlowe, i są gotowi zwiększyć
konsumpcję. Ogólny wzrost cen wywołuje powszechny optymizm. Gdyby wzrosły
jedynie ceny dóbr produkcyjnych, a nie zmieniły się ceny dóbr konsumpcyjnych,
mogłoby to zaniepokoić przedsiębiorców. Wzbudziłoby to wątpliwości co
do sensowności ich planów, ponieważ wzrost kosztów produkcji przekreśliłby ich
kalkulację. Ich czujność zostaje jednak uśpiona, gdyż popyt na dobra konsumpcyjne
zwiększa się, umożliwiając zwiększenie sprzedaży pomimo rosnących cen.
Są przekonani, że produkcja będzie opłacalna, choć jej koszty wzrosły. Postanawiają
więc ją kontynuować.
Oczywiście, aby kontynuować produkcję na większą skalę, wywołaną przez
ekspansję kredytową, wszyscy przedsiębiorcy, zarówno ci, którzy rozszerzają
działalność, jak i ci, którzy produkują tyle, co dotychczas, potrzebują dodatkowych
funduszy z powodu wzrostu kosztów produkcji. Jeżeli ekspansja kredytowa
polega wyłącznie na pojedynczym zastrzyku określonej kwoty środków fi ducjarnych,
które trafiają na rynek kredytów, i nie jest w żaden sposób kontynuowana,
to boom musi się bardzo szybko zakończyć. Przedsiębiorcy nie są w stanie uzyskać
funduszy niezbędnych do dalszej realizacji swoich planów. Rynkowa stopa
procentowa brutto wzrasta, ponieważ zwiększonego popytu na kredyty nie
równoważy odpowiadający mu wzrost ilości pieniądza, który przeznaczano by
na pożyczki. Ceny towarów spadają, gdyż jedni przedsiębiorcy sprzedają zapasy,
a inni powstrzymują się od zakupów. Aktywność gospodarcza wraca do poprzedniego
poziomu. Boom kończy się, bo przestają działać siły, które go wywołały.
Dodatkowa ilość kredytu fiducjarnego przestaje wpływać na ceny i płace. Ceny,
płace i prywatne zasoby gotówkowe dostosowują się do nowej relacji pieniężnej.
Ich dążenia do końcowego stanu, który odpowiadałby tej relacji, nie zakłócają
kolejne zastrzyki dodatkowych kwot środków fiducjarnych. Na rynkową stopę
procentową brutto z całą siłą oddziałuje stopa procentu pierwotnego, która
współgra z nową strukturą rynku. Nie wpływają już na nią zakłócenia związane
ze zmianami podaży pieniądza (w szerszym sensie) spowodowanymi przez czynniki
pieniężne.
Główna wada wszelkich prób wyjaśnienia boomu - czyli powszechnej tendencji
do poszerzania produkcji oraz ogólnego wzrostu cen - które nie odwołują
się do zmian podaży pieniądza lub środków fiducjarnych, polega na tym, że pomijają
ten czynnik. Ogólny wzrost cen może wystąpić jedynie wtedy, gdy spada
podaż wszystkich towarów albo zwiększa się podaż pieniądza (w szerszym sensie).
Na potrzeby tych rozważań przyjmijmy na chwilę, że wyjaśnienia pomijające
przyczyny pieniężne boomu i cyklu koniunkturalnego są oparte na prawdziwych
twierdzeniach. Ceny rosną, a aktywność gospodarcza rozwija się, mimo że nie
zwiększyła się podaż pieniądza. W takiej sytuacji bardzo szybko musi się pojawić
tendencja do spadku cen. Musi wzrosnąć popyt na kredyty i rynkowa stopa
procentowa brutto, po czym krótkotrwały boom dobiega końca. Każda niemonetarna
teoria cyklu koniunkturalnego przyjmuje milcząco - lub powinna przyjąć
ze względu na logikę - że ekspansja kredytowa jest zjawiskiem towarzyszącym
boomowi6. Zwolennicy takiej teorii muszą przyznać, że boom nie mógłby się
pojawić, gdyby nie nastąpiła ekspansja kredytowa, a wzrost podaży pieniądza
(w szerszym sensie) jest koniecznym warunkiem ogólnego wzrostu cen. A zatem
dokładniejsza analiza niemonetarnych teorii cyklicznych fl uktuacji pokazuje,
że ich wyjaśnienia sprowadzają się do twierdzenia, iż ekspansja kredytowa jest
wprawdzie niezbędnym warunkiem boomu, ale do jego powstania niezbędne są
jeszcze inne warunki.
Jednak nawet w tym ograniczonym sensie niemonetarne teorie są jałowe. Jest
oczywiste, że ekspansja kredytowa zawsze musi wywołać boom, który tu opisaliśmy. Nie wywoła go jedynie wtedy, gdy jej oddziaływanie zostanie zrównoważone
innym czynnikiem, który pojawi się w tym samym czasie. Jeśli na przykład
jednocześnie z ekspansją kredytową prowadzoną przez banki pojawia się oczekiwanie,
że rząd nałoży podatki odbierające przedsiębiorcom cały "nadmierny"
zysk lub przerwie ekspansję kredytową wtedy, gdy "nakręcanie koniunktury"
spowoduje wzrost cen, to boom nie nastąpi. Przedsiębiorcy powstrzymają się od
rozszerzania działalności z pomocą tanich kredytów oferowanych przez banki,
ponieważ nie będą mieli nadziei na wzrost zysków. Warto zwrócić uwagę na ten
fakt, gdyż wyjaśnia on nieskuteczność nakręcania koniunktury w okresie Nowego
Ładu oraz tłumaczy inne zdarzenia z lat trzydziestych.
Boom może trwać jedynie tak długo, jak długo ekspansja kredytowa rozwija
się w coraz większym tempie. Boom dobiega końca, kiedy na rynek kredytów
przestają napływać kolejne kwoty środków fiducjarnych. Jednak nawet gdyby
inflacja i ekspansja kredytowa nie miały końca, to boom nie mógłby trwać
w nieskończoność. Napotkałby przeszkody uniemożliwiające nieograniczoną
ekspansję kredytu fiducjarnego. Spowodowałby gorączkę prowadzącą do katastrofy
i załamania całego systemu pieniężnego.
Istotą teorii monetarnej [cyklu koniunkturalnego] jest to, że dostrzega ona, iż
zmiany relacji pieniężnej spowodowane czynnikami pieniężnymi nie wywierają
równomiernego, czyli jednoczesnego i jednakowego wpływu na ceny różnych
dóbr, płace i stopy procentowe. Gdyby nie ta nierównomierność, to pieniądz byłby
neutralny. Zmiany relacji pieniężnej nie miałyby wtedy wpływu na strukturę
gospodarki, rozmiary i kierunki rozwoju produkcji w poszczególnych branżach
przemysłu, konsumpcję i bogactwo czy dochody różnych warstw społeczeństwa.
Zmiany w sferze pieniądza i kredytu fiducjarnego nie powodowałyby ani przejściowych,
ani długotrwałych zmian rynkowej stopy procentowej brutto. To, że
takie zmiany mogą zmodyfikować stopę procentu pierwotnego, wynika ze zmian
bogactwa i dochodu jednostek związanych z ich nierównomiernym oddziaływaniem.
To zaś, że oprócz zmian stopy procentu pierwotnego pojawia się przejściowa
zmiana rynkowej stopy procentowej brutto, jest przejawem owej nierównomierności.
Jeżeli dodatkowa kwota pieniędzy trafi do systemu gospodarczego
w taki sposób, że najpierw doprowadzi do wzrostu cen i płac, a następnie dotrze
na rynek kredytowy, to owo bezpośrednie przejściowe oddziaływanie na rynkową
stopę procentową będzie niewielkie lub nie wystąpi wcale. Rynkowa stopa
procentowa ulega tym większym zmianom, im szybciej dodatkowa podaż pieniądza
i środków fiducjarnych trafi na rynek kredytów.
Jeśli w warunkach ekspansji kredytowej cała kwota dodatkowych substytutów
pieniądza zostanie pożyczona firmom, produkcja rozszerza się. Przedsiębiorcy
rozwijają produkcję horyzontalnie (to znaczy nie wydłużając okresu
produkcji w danej branży) lub w wymiarze czasowym (to znaczy wydłużając
okres produkcji). W obu przypadkach nowe zakłady wymagają zainwestowania
dodatkowych czynników produkcji. Tymczasem ilość dóbr kapitałowych, które
można przeznaczyć na inwestycje, nie zwiększyła się, a ekspansja kredytowa nie
wywołuje skłonności do ograniczenia konsumpcji. W późniejszych fazach ekspansji
kredytowej część ludzi będzie zmuszona ograniczyć konsumpcję, na co
wskazywaliśmy omawiając zagadnienie wymuszonych oszczędności. Jednak to,
czy wymuszone oszczędności jednych grup zrekompensują z nadwyżką wzrost
konsumpcji innych grup, przyczyniając się do ogólnego zwiększenia oszczędności
w systemie, zależy od uwarunkowań konkretnego przypadku ekspansji
kredytowej. W każdym razie bezpośrednim skutkiem ekspansji kredytowej
jest wzrost konsumpcji tych pracowników najemnych, których płace wzrosły
w związku ze zwiększeniem popytu na siłę roboczą zgłaszanym przez przedsiębiorców
rozszerzających produkcję. Załóżmy, że zwiększona konsumpcja tych
pracowników, którzy skorzystali na inflacji, oraz przymusowe oszczędności
tych, którzy na niej stracili, równoważą się co do wielkości; przyjmijmy ponadto,
że całkowita konsumpcja nie uległa zmianie. Powstaje następująca sytuacja.
Produkcja uległa zmianom, które powodują, że wydłużył się czas oczekiwania.
Jednocześnie popyt na dobra konsumpcyjne nie zmniejszył się na tyle, żeby ich
dostępna podaż wystarczyła na dłużej. Przyczynia się to oczywiście do wzrostu
cen dóbr konsumpcyjnych, wywołując tendencję do przymusowych oszczędności.
Wzrost cen dóbr konsumpcyjnych ugruntowuje tendencję firm do rozwijania
produkcji. Z tego, że popyt i ceny rosną, przedsiębiorcy wyciągają wniosek,
iż opłaca się zainwestować i produkować więcej. Nadal rozszerzają produkcję,
a ich zwiększona aktywność wywołuje dalszy wzrost cen dóbr produkcyjnych
i płac, a tym samym także dóbr konsumpcyjnych. Boom gospodarczy trwa dopóty,
dopóki banki zwiększają ekspansję kredytową.
W okresie poprzedzającym ekspansję kredytową podtrzymywano te procesy
produkcyjne, które uważano za opłacalne w danym stanie rynku. System zmierzał
do stanu, w którym wszyscy chętni znaleźliby zatrudnienie, a wszystkie niezamienne
czynniki produkcji byłyby wykorzystane w takim stopniu, na jaki pozwoliłby
popyt konsumentów i dostępna podaż niespecyfi cznych materialnych
czynników produkcji oraz pracy. Rozwój produkcji byłby możliwy jedynie pod
warunkiem, że ilość dóbr kapitałowych zwiększyłaby się dzięki dodatkowym
oszczędnościom, to znaczy wyprodukowanym nadwyżkom, których by nie skonsumowano.
Charakterystyczną cechą boomu opartego na ekspansji kredytowej
jest to, że nie poprzedza go pojawienie się takich dodatkowych dóbr kapitałowych.
Dobra kapitałowe potrzebne do rozszerzenia działalności gospodarczej
w jednych branżach musi się wycofać z innych branż.
Oznaczmy jako p łączną podaż dóbr kapitałowych dostępnych przed rozpoczęciem
ekspansji kredytowej, a jako g łączną ilość dóbr konsumpcyjnych, które
w określonym czasie można by wytworzyć przy użyciu p bez uszczuplania przyszłej
produkcji. Przedsiębiorcy, wprowadzeni w błąd przez ekspansję kredytową,
podejmują produkcję dodatkowej ilości g3 tego samego rodzaju dóbr, który już
produkowali, oraz ilość g4 dóbr, których wcześniej nie produkowali. Do wytworzenia
g3 potrzeba p3 dóbr kapitałowych, a do wytworzenia g4 potrzeba p4 dóbr
kapitałowych. Jednak zgodnie z przyjętymi założeniami ilość dóbr kapitałowych
nie zmieniła się, toteż zabraknie ilości p3 i p4. Na tym właśnie polega różnica
między "sztucznym" boomem wywołanym przez ekspansję kredytową a "normalnym"
rozszerzeniem produkcji, które jest możliwe tylko dzięki powstaniu
dodatkowych ilości p3 i p4.
Oznaczmy jako r taką ilość dóbr kapitałowych (stanowiących część przychodów
brutto z produkcji w określonym czasie), która musi być reinwestowana
w celu zastąpienia części p zużytej w tym procesie produkcyjnym. Jeśli do zastąpienia
owej części zatrudni się r, to w kolejnym okresie będzie można ponownie
uzyskać g. Jeśli wycofa się r z tego zatrudnienia, to p zostanie pomniejszone o r,
a p - r przyniosą w kolejnym okresie tylko g - a. Można ponadto założyć, że system
gospodarczy, w którym podjęto ekspansję kredytową, jest systemem rozwijającym
się. W okresie poprzedzającym ekspansję kredytową wytwarzał normalnie
nadwyżkę dóbr kapitałowych p1 + p2. Gdyby nie pojawiła się ekspansja
kredytowa, p1 zostałoby zatrudnione do produkcji dodatkowej ilości g1 takiego
rodzaju dóbr, który produkowano wcześniej, a p2 do produkcji g2 takiego rodzaju
dóbr, którego dotychczas nie wytwarzano. Przedsiębiorcy dysponują dobrami kapitałowymi
w ilości r + p1 + p2 i taką ilość mogą przeznaczać do realizacji swoich
planów. Tymczasem wprowadzeni w błąd przez pojawienie się taniego pieniądza,
postępują tak, jakby rozporządzali r + p + p+p + p i mogli wyprodukować nie
tylko g + g1 + g2, lecz także g3 + g4. Konkurują ze sobą o udział w zapasach dóbr
kapitałowych niewystarczających do realizacji ich planów.
Wzrost cen dóbr produkcyjnych, który jest wynikiem ekspansji kredytowej,
może być z początku szybszy niż wzrost cen dóbr konsumpcyjnych. To z kolei
może spowodować tendencję do spadku pierwotnej stopy procentowej. Jednak
dalsza ekspansja skutkuje wzrostem cen dóbr konsumpcyjnych, który postępuje
szybciej niż wzrost cen dóbr produkcyjnych. Wzrost płac, a także dodatkowych
dochodów kapitalistów, przedsiębiorców i rolników - choć najczęściej jedynie
pozorny - zwiększa popyt na dobra konsumpcyjne. Nie ma potrzeby zajmować
się w tym miejscu twierdzeniem zwolenników ekspansji kredytowej jakoby boom
wskutek wymuszonych oszczędności, rzeczywiście przyczyniał się do zwiększenia
całkowitej podaży dóbr konsumpcyjnych. W każdym razie nie ulega wątpliwości,
że wzrost popytu na dobra konsumpcyjne oddziałuje na rynek w czasie,
kiedy dodatkowe inwestycje nie mogą jeszcze zapewnić wytworzenia produktów.
Rozziew między cenami dóbr teraźniejszych a cenami dóbr przyszłych znów
zwiększa się. Stopa procentu pierwotnego zaczyna rosnąć, choć we wcześniejszych
stadiach ekspansji kredytowej mogła spadać.
Tendencja do wzrostu stopy procentu pierwotnego i pojawienie się dodatniego
ażio cenowego tłumaczą niektóre zjawiska towarzyszące boomowi. Banki mają do
czynienia ze zwiększonym popytem na kredyty i rozwojem przedsiębiorstw. Przedsiębiorcy
są gotowi zaciągać pożyczki, które mają wyższe rynkowe oprocentowanie
brutto. Nadal pożyczają, mimo że banki żądają wyższych odsetek. Pod względem
arytmetycznym rynkowe stopy procentowe brutto są wyższe niż przed rozpoczęciem
ekspansji, ale w sensie katalaktycznym ich wysokość jest mniejsza od wysokości,
która wynikałaby z dodania procentu pierwotnego, składnika związanego
z przedsiębiorczością i ażio cenowego. Bankom wydaje się, że zrobiły wszystko,
by powstrzymać "niezdrową" spekulację, skoro zwiększyły wymagania stawiane
kredytobiorcom. Sądzą, że krytycy, którzy zarzucają im podgrzewanie temperatury
na rozgorączkowanym rynku, są w błędzie. Nie dostrzegają tego, że wprowadzając
na rynek coraz więcej środków fiducjarnych, w istocie rozniecają boom. Przyczyną
pojawienia się boomu, a także jego utrzymywania się i rozwoju jest stały wzrost
podaży fiducjarnych środków płatniczych. Poziom rynkowych stóp procentowych
jest jedynie pochodną tego wzrostu. Jeśli chcemy się przekonać, czy trwa ekspansja
kredytowa, musimy przyjrzeć się podaży fiducjarnych środków płatniczych, a nie
temu, jak arytmetycznie wyraża się stan stóp procentowych.
Zwykle przedstawia się boom jako przeinwestowanie. Tymczasem dodatkowe
inwestycje są możliwe jedynie wtedy, gdy istnieje dodatkowa podaż dostępnych
dóbr kapitałowych. Boom jako taki, pominąwszy wymuszone oszczędności, nie
prowadzi do ograniczenia konsumpcji, lecz raczej ją zwiększa, toteż nie zapewnia
wzrostu ilości dóbr kapitałowych, które można by przeznaczyć na nowe inwestycje.
Istota ekspansji kredytowej nie polega na przeinwestowaniu, lecz na inwestowaniu
w nieodpowiednie branże, czyli na inwestycjach chybionych. Przedsiębiorcy
zatrudniają dostępne zapasy r + p1 + p2 tak, jakby mieli możliwość zatrudnienia
zapasów r + p+ p+ p+ p. Rozszerzają inwestycje na tak dużą skalę, że może
im zbraknąć dóbr kapitałowych [do ich realizacji]. Nie mogą ukończyć inwestycji
z powodu zbyt małej ich podaży. Wcześniej czy później wszystkie przedsięwzięcia
zakończą się fiaskiem. Nieuchronny koniec ekspansji kredytowej sprawia, że
popełnione błędy stają się widoczne. Okazuje się wtedy, że niektórych fabryk
nie można wykorzystać, ponieważ nie istnieją zakłady, które wytwarzałyby niezbędne
komplementarne czynniki produkcji; że część fabryk produkuje towary,
których nie można sprzedać, gdyż konsumenci wolą kupować inne dobra, a tych
z kolei brakuje na rynku; że budowa innych zakładów nie zostanie ukończona,
bo stało się oczywiste, że nie przyniosą one zysku.
Błędne przekonanie o tym, że istotą boomu jest przeinwestowanie, a nie chybione
inwestycje, to wynik oceny sytuacji, która opiera się wyłącznie na tym, co
się widzi. Obserwator zauważa jedynie nietrafne inwestycje, które można zobaczyć,
lecz nie pojmuje, że owe nietrafne inwestycje pojawiły się tylko dlatego,
iż nie powstały zakłady wytwarzające komplementarne czynniki produkcji oraz
produkujące towary konsumpcyjne, na które istnieje popyt wymagający pilniejszego
zaspokojenia. Z powodów technicznych rozszerzenie produkcji trzeba rozpocząć
od rozbudowy fabryk wytwarzających dobra tych rzędów, które są najbardziej
oddalone od gotowych dóbr konsumpcyjnych. Aby zwiększyć produkcję
butów, ubrań, motocykli, mebli, domów, trzeba najpierw zwiększyć produkcję
żelaza, stali, miedzi itd. Jeśli wykorzystuje się zapas r + p1 + p2, wystarczający
do produkcji a + g + g, w przekonaniu, że jest to zapas r + p + p+ p + p
wystarczający do wytworzenia a + g1 + g2 + g3 + g4, to najpierw konieczne jest
zwiększenie produkcji tych towarów, a więc budowa zakładów, które z powodów
technicznych będą potrzebne w pierwszej kolejności. Cała klasa przedsiębiorców
znajduje się, można powiedzieć, w położeniu architekta, który ma zaprojektować
budowę domu z użyciem ograniczonej ilości materiałów. Jeśli mylnie oceni ilość
dostępnych materiałów, powstanie plan, do którego realizacji nie będzie miał
wystarczających środków. Przygotuje za duże wykopy i fundamenty, a w późniejszej
fazie budowy zauważy, że nie ma dość materiałów, by ją ukończyć. Jest
oczywiste, że błąd owego architekta nie polegał na przeinwestowaniu, lecz na
nieodpowiednim wykorzystaniu środków, jakie miał do dyspozycji.
Równie bezpodstawny jest pogląd, że wydarzenia, które doprowadziły do
kryzysu, polegały na nieuzasadnionym przekształceniu kapitału "obrotowego"
w "trwały". Pojedynczy przedsiębiorca, który ma trudności z zaciągnięciem kredytu
w trakcie kryzysu, nie bez powodu żałuje, że wydał zbyt dużo na powiększenie
fabryki i zakup wyposażenia trwałego. Byłby w lepszym położeniu, gdyby
dysponując nadal funduszami, które wydał na te cele, mógł je przeznaczyć na wydatki
związane z bieżącą działalnością firmy. Jednak kiedy tendencja wzrostowa
opada i przechodzi w depresję, nie brakuje surowców, materiałów, półfabrykatów
i żywności. Przeciwnie, kryzys charakteryzuje się właśnie tym, że dobra te są oferowane
w ilościach, które muszą doprowadzić do gwałtownego spadku ich cen.
Ludwig von Mises
(28 września 2011)
tłum. Witold Falkowski
Skomentuj ten artykuł
(wpisując jego tytuł w temat)
Powyższy tekst stanowi fragment książki Ludwiga von Misesa "Ludzkie działanie", której pierwsze polskie wydanie ukazało się na naszym rynku w 2007 roku. Publikujemy go dzięki uprzejmości p. Witolda Falkowskiego, autora przekładu do polskiego wydania książki

kapitalizm - serwis zwolennikow wolnego rynku
Umieść poniższe bannery na swojej stronie WWW
|